Ostatnio kumpel opowiedział mi dość gorzką historyjkę.
Kiedy Einstein umarł, Bóg postanowił go do siebie zaprosić – wszak był jednym z najtęższych, o ile nie naj-, umysłów na świecie. Einstein docenił zaproszenie i stanął przed obliczem Boga. Długo rozmawiali i dyskutowali, o wielu różnych rzeczach i sprawach. W pewnym momencie genialna strona szanownego Alberta nie wytrzymała i zapytał:
- Boże, czy jest jakiś taki wzór… Taki wzór, którym można by opisać całą Ziemię, naszą galaktykę i w ogóle cały wszechświat?
- Ano, jest – odparł Bóg.
Znikąd pojawiła się tablica i Bóg od razu zaczął na niej pisać ten bardzo skomplikowany wzór. Pisał bardzo długo i dużo, czas ten byłby niepojęty dla nas, śmiertelnych na Ziemi. Aż w końcu Bóg skończył, odłożył kredę i powiedział:
- To jest ten wzór.
Albert Einstein podszedł do tablicy i zaczął wnikliwie sprawdzać to, co napisał mu Bóg. Czytał i dokładnie sprawdzał każdy symbol, każdy znak, wszelkie obliczenia. Ale już w połowie coś mu się zaczęło nie zgadzać, a im dalej szedł, tym więcej miał wątpliwości. W końcu Einstein nie wytrzymał i powiedział:
- Boże, przecież tu jest mnóstwo błędów! Przecież tu i tu nie można skrócić! O, a to? To jest kompletnie nielogiczne! Tutaj zapomniałeś dostawić symbolu, a tam jest za dużo! Przecież… Przecież ten wzór jest pełen błędów!
Bóg westchnął smutno i powiedział tylko: WIEM. Czytaj resztę wpisu »
Bez kategorii |
Opublikował/a prosiaq